Kawalerskie zycie na obczyznie online dating

Posted by / 03-Oct-2017 23:52

Boję się zbliżyć myślą do tego, co zaszło tej nocy, a co się powtarza dziś w sercu mym i pamięci. 89Peggotty wybierała się ze mną nazajutrz do Londynu dla uprawnienia testamentu męża. 111Roześmiał się na głos, wtórowaliśmy mu z Peggotty, lecz ciszej. 121— Ukochanie moje — wyjąkał — ona, która była dumą moją, źrenicą w oku, ta, za którą życie bym tysiąc razy oddał, znikła. Serce swe poczciwe oddaj jakiemuś poczciwemu dziewczęciu. I wówczas nawet, gdy on mnie tu z powrotem nie przywiezie jako swą żonę, za Was modlić się będę. 133— Dziękuję, dziękuję panu — rzekł głucho, nie czyniąc żadnego ruchu. Co Steerforth myślał o mnie, jakie zachował wspomnienia, nie wiem, moje pozostały mu wierne, jak zmarłemu przyjacielowi.88Nie zetrę tego, powtarzając, i milcząc nie zetrę. Tego zaś dnia Emilka przebywała w sklepie krawca, wieczorem mieliśmy się zejść w starej łodzi pana Peggotty. I niby nie widzisz, że mi się teraz właśnie stajesz potrzebniejsza niż kiedykolwiek! 110— Kto wie, kto wie — mówił — zresztą mniejsza z tym i powiem tylko, że jak pomyślę o tamtym ładnym domku naszej Emilki, to po prostu nie wiem, co z tymi elegancjami robić. 112— Pamiętam — mówił, ożywiając się — jak była taka malutka i nieraz całymi godzinami bawiliśmy się razem w Turków, Francuzów, w ludożerców, w lwy, wieloryby i rozmaitych cudzoziemców! Teraz zapalam dla niej świecę, by ją z dala, z ciemnej dostrzegła ścieżki. Ale chociaż wyjdzie za mąż i opuści tę chałupę, wiem to, świecę zawsze przecie stawiać będę i siedząc jak teraz przy ogniu, myśleć o Emilce i czekać jej. — Myślicie sobie pewno, jakie dziecko z tego morskiego rekina! Oniemiałem na widok tej boleści, chociaż nie wiedziałem ani co myśleć, ani czego się lękać. Więcej ode mnie warta zastąpi mnie przy Was, gdyż ja Wam samą hańbę przynoszę. 158Tak jest, dawno ze skromnej historii mego życia usunięty przyjacielu!29Słuchałem uważnie słów poczciwca, zgadzając się w zupełności z jego poglądami. Za uprzedniej mej bytności nie zauważyłem tego wcale, teraz jakże mi się dziwna zdawała nieobecność gospodarza domu w tej kuchni. Przez cały czas nie widziałem Emilki, słyszałem tylko, że ślub jej miał odbyć się za parę tygodni. 150— Zreperujcie mi to — rzekł — i pomóżcie ubrać się prędzej. Utopiłbym go tysiąc razy, bez litości, gdybym przypuszczał — dodał z dzikim szałem w oczach — utopiłbym, gdyby siedział przede mną, oko w oko, niecne swe snując zamysły. Nie, nie zawiodą te słowa pod dachem, pod którym wszyscyśmy mieli[5] przytułek przez tyle, tyle lat.30— Mówię im tedy — twierdził — w końcu trzeba ten interes zagwoździć. My oceniamy jej pracowitość i oddane usługi więcej może, niż sądzicie, lecz gdy idzie o los jej, „Omer i Joram” gotowi uwolnić ją w każdej dobie. 86Nie towarzyszyłem oficjalnie pogrzebowi, to jest nie włożyłem żałoby i nie niosłem chorągwi do wystraszenia wróbli, lecz wczesnym rankiem udałem się na cmentarz w Blunderstone i tam wyczekiwałem zwłok, którym towarzyszyła wdowa z bratem. Wolałbym stokroć widzieć ją na marach niż zhańbioną. Przez litość powiedz Wujowi, że go nigdy, nigdy bardziej nie kochałam, jak w tej chwili. 156Uspokajał się, a gdym usłyszał, że płacze, ukląkłem, prosząc o przebaczenie za nieszczęście, które mimowolnie pod ich dach sprowadziłem, a nabrzmiałe w sercu przekleństwo dla Steerfortha w lepsze zmieniało się uczucie, wraz ze łzami, które mi też pewną ulgę przyniosły.

8Pan Omer popatrzył tylko na mnie i potrząsnął głową. 11Nie przyszło mi to na myśl, chociaż dręczyły mnie złe przeczucia, gdym idąc słyszał w sklepie znane mi zgrzyty. 12— Rozumiesz pan — ciągnął, potrząsając głową — nie wypada. Znam Barkisa od lat czterdziestu, a nie wypada mi odwiedzić go i zapytać się o zdrowie. 16— Nie jestem w tym jednak bardziej od innych zainteresowany — mówił. 36— Trudno tego wymagać — rzekł, pocierając ręką brodę. Zostać z wujem, gdy cię narzeczony odwieźć chce do domu? 56— Emilka ma słuszność — rzekł Ham — a ponieważ żąda tego, niech tu do jutra rana zostanie, ale i ja też zostanę. Bojaźń ta i to, co mi mówił o niej pan Omer, musiały tak ujemnie oddziałać na nią. Swobodnie mogłem oddawać się podobnym rozmyślaniom, wsłuchując się w głośny chód zegara i panującą w domu ciszę. Całowała mnie, dziękując, żem pośpieszył do niej w podobnej chwili. 69— Na tym wybrzeżu — wyjaśniał mi równie cicho — ludzie umierają zawsze z odpływem, zawsze z przypływem się rodzą. Ponadto znaleźliśmy osiemdziesiąt siedem i pół gwinei srebrem, samymi gwineami i półgwineami, dwa tysiące dziesięć funtów w banknotach, jako też czek na pewną sumę, starą podkowę, fałszywy szyling, kawał kamfory i jakąś muszlę.

Nawet gdy ściskał ją, a za każdym razem, gdy się zbliżał do niej, czułem, że w tym prostym żeglarzu jest dusza i delikatność prawdziwego dżentelmena — przytulała się do wuja, odsuwając się od swego przyszłego męża. 60Gdy nieco później wszedłem po ciemku do mego pokoiku na górze, zdawało mi się, że ją tam zastałem klęczącą na ziemi. Wyciągnął ramiona i uśmiechnął się do mnie: 78— Barkis gotów! 81Dotrzymując piastunce mej towarzystwa w te pełne smutku i żałoby dnie, oddając jej, jakie tylko mogłem, drobne posługi, spłacałem, z istotnym zadowoleniem kochającego serca, dług wdzięczności, lecz wyznać muszę, że z większym jeszcze zadowoleniem przyjąłem na się, jako rzecz należącą do mego zawodu, obowiązek wykonawcy ostatniej woli nieboszczyka.

Do czasu, do czasu, gołąbko, pójdziesz ty wkrótce za kimś innym. 77Sam miałem chęć spytać go, czy mnie poznaje, tak się uważnie we mnie wpatrzył. Zwłoki jego miały być odwiezione do Blunderstone, gdzie kochana moja piastunka dawno już zakupiła z własnych oszczędności parę stóp ziemi, tuż obok miejsca wiecznego spoczynku „kochanego swego dziewczęcia”, jak zwykła była nazywać mą matkę.

7— Zmartwiły mnie niedobre wieści o zdrowiu pana Barkisa — rzekłem. 10— Chciałem właśnie — odrzekł — spytać o to pana, lecz delikatna to materia dla człowieka mego zawodu. Gdy klient jest chory, nie wypada nam dopytywać o jego zdrowie. 14— W naszym zawodzie — mówił — człowiek nie może nawet wyrazić swych uczuć. 59— Teraz — rzekł — pójdę tam na górę i uprzedzę ciotkę o przyjeździe pana Davy. Usiądź tu sobie tymczasem przed ogniem i rozgrzej te swoje jak lód zimne, biedne rączęta. 61Siedząc przed kominem, rozmyślałem o tej bojaźni Emilki przed śmiercią. Jeśli przeżyje tę godzinę, żyć będzie do jutrzejszej nocy. Przy testamencie znaleziono złoty zegarek, który Barkis miał na sobie w dniu swego ślubu, ale którego ani przedtem, ani potem, nigdy nikt na nim nie widział; była tam również srebrna puszka na tytoń, mikroskopijne pudełko w kształcie cytryny, zawierające mikroskopijną zastawę do herbaty, wystruganą z drzewa, które to pudełko, jak przypuszczałem, Barkis musiał kiedyś, w czasach mego dzieciństwa, kupić dla mnie, a potem, pożałowawszy widać, schował je do swego skarbca.

6Pan Omer zrobił mi miejsce, przysunął krzesło, sam usiadł i sapiąc palił zapamiętale fajkę, szukając w niej zapewne brakującego mu oddechu. Nie możesz jednocześnie czuwać i pracować, a o swą żoneczkę nie masz co się troszczyć. Wyszedłem, by zamknąć drzwi za odchodzącym, a gdym wrócił, pan Peggotty mówił jej coś z cicha, tkliwie, uspokajał czy upominał. Nie jestem jednak tego pewien, było to może wywołane przez złudną grę cieni. Nie wiem, jaki niewytłumaczony wpływ wywierać na niego mogła moja obecność, ale to pewne, że gdy począł coś bełkotać gasnącym głosem, mówił o mnie, o tym, jak mnie woził do szkół. 72Pan Peggotty trącił mnie, mówiąc cicho i poważnie: 73— Odpływ się zbliża. 82Za moją też inicjatywą zaczęto szukać testamentu w skrzyni, gdzie też rzeczywiście leżał, owinięty w stary worek od owsa.

kawalerskie zycie na obczyznie online dating-52kawalerskie zycie na obczyznie online dating-56kawalerskie zycie na obczyznie online dating-73

Wiedziałem, że gościnny — mój raczej — pokoik u Peggotty potrzebny będzie lub może jest już potrzebny do przyjęcia tego wielkiego gościa, przed którym żyjący ustępować muszą. Gdy zbliżyłem się do sklepu „Omer i Joram”, okiennice zastałem już spuszczone, lecz drzwi otwarte. 19Zadowolony i uśmiechnięty, kilkakrotnie pociągnął fajkę i tak mówił dalej: 20— Co do Barkisa, musimy poprzestać na udzielanych nam przez Emilkę wiadomościach. 24— Ot — rzekł — nie można powiedzieć, aby poszpetniała, jest równie ładna, jak była, ładniejsza jeszcze. No, cierpliwości, wytrwania, sam nie wiem czego, ale czegoś brakuje. 39Skorzystałem z nieobecności Minnie i jej męża i spytałem pana Omera o Martę. 43Słysząc to, postanowiłem udać się natychmiast do Peggotty. 53— Późno już, gołąbko moja — perswadował pan Peggotty. Czytając na głos testament, czułem się niby proktorem i zaczynałem przypuszczać, że Commons więcej jest przecie wart, niżby się zrazu wydawać mogło. Nikt mnie zatrzymać nie zdoła, mówię wam, że po nią idę. Teraz widzę, czym były moje troski w porównaniu z tym nieszczęściem!

One thought on “kawalerskie zycie na obczyznie online dating”